Голосник

Łemkowski Ganek #10 – rozmowa z Alicją i Bartoszem Maciejewskimi

Zapraszamy do lektury kolejnego wywiadu w ramach cyklu rozmów pt. „Łemkowski Ganek”. Tym razem rozmawialiśmy z Alicją i Bartoszem Maciejewskimi, rowerowymi podróżnikami, którzy odwiedzili Beskid Niski i dzielą się wrażeniami z tego wyjazdu.

Mam na imię Alicja i pochodzę ze Śląska, z dawnego piastowskiego miasta Raciborza. Ostatnie 8 lat spędziłam w Krakowie z przerwami na kilkumiesięczne, studenckie podróże po Europie. Skończyłam lingwistykę o profilu tłumaczeniowym na Uniwersytecie Jagiellońskim. Teraz pracuję w korporacji – tworzę reklamy w języku francuskim, a po godzinach tworzę audiodeskrypcję do filmów i seriali. Uwielbiam podróże i odkrywanie wszystkiego nowego: miejsc, kultur, smaków, zapachów, sztuki… Odkąd znamy się z Bartoszem, zwiedzamy świat głównie na rowerach. Każdego roku kilka razy pakujemy sakwy i wyruszamy odkryć nowe zakątki, czy to Polski, czy Europy.

Jestem Bartosz. Urodziłem się i wychowałem w Żarach. Od dziecka interesowała mnie historia i zabytki mojego regionu. Stąd już blisko do pokochania podróży i odkrywania świata! Moje podróżowanie zacząłem od zwiedzenia Sudetów. Podróżowałem z lokalnym klubem PTTK, a później samodzielnie odkrywałem nowe miejsca. Z wykształcenia jestem geologiem, studiowałem na Uniwersytecie Jagiellońskim i od kilkunastu lat mieszkam w Krakowie.

Jakub: Na początek może powiedzcie nam, czy przejechać Beskid Niski na rowerze to nie lada sztuka?

Alicja i Bartosz: Wydaje nam się, że nie jest to wielkie wyzwanie, nawet dla początkujących cyklistów. Oczywiście Beskid Niski to teren górzysty, więc trzeba przygotować się (zwłaszcza mentalnie) na podjazdy i momentami konieczność wpychania roweru pod górkę. Na pewno natkniemy się też na drogi nieutwardzone lub wręcz polne, ale to nie powinno nas zniechęcać. Cała przyjemność leży w eksploracji nienaznaczonych industrializacją terenów. Wiadomo, że poza utartymi szlakami czekają najlepsze przygody, więc nie trzeba się bać dzikich miejsc.

Jakub: Przypomnę, że w czerwcu 2019 roku postanowiliście udać się w kilkudniową wyprawę rowerową przez Beskid Niski. Opowiedzcie trochę o szczegółach tego wyjazdu. Ile trwał dni? Ile kilometrów przemierzyliście? Jak wyglądała trasa?

Alicja i Bartosz: Nasz rajd po Beskidzie trwał 3 dni. Wyruszyliśmy ze Starego Sącza, jadąc do Ropek, potem do Gładyszowa, zahaczając o Magurski Narodowy Park i Bartne. Dalej już jechaliśmy do Sękowej i Szymbarku, by zakończyć rajd w Grybowie. W sumie przejechaliśmy niecałe 300 km. Sam rajd nie był długi, jednak jak zwykle kilka dni wcześniej już myślami byliśmy w Beskidzie Niskim, przygotowując trasę, pakując się i przede wszystkim czytając o regionie, jego zabytkach i historii. Zwiedziliśmy kawał Łemkowyny, ale nie czujemy, że wyczerpaliśmy temat. Chętnie wrócimy znów w te tereny odkrywać nowe zakątki.

Jakub: Wspomnieliście o przygotowaniach. Co trzeba ze sobą zabrać? Jaki rower jest najlepszy to tego typu wyjazdów?

Alicja: Najważniejsze, by na początku przygody z rowerowym podróżowaniem nie rzucać się na głęboką wodę i wybrać łagodniejsze i krótsze, czyli dwu-trzydniowe, trasy. Warto zadbać o regularne treningi przed rajdem i oswoić się z codzienną jazdą na rowerze. Unikniemy w ten sposób dokuczliwego dla rowerzystów bólu pośladków. My preferujemy podróże z biwakowaniem na dziko, więc zawsze zabieramy cały kempingowy sprzęt: namiot, śpiwory, palnik i naczynia do gotowania. Dla bardziej wygodnickich polecamy noclegi w agroturystykach lub na zasadzie „couchsurfingu”. Niezależnie od sposobu nocowania, w sakwie zawsze trzeba mieć apteczkę, ubrania przeciwdeszczowe, sprzęt do podstawowych napraw roweru i zapas wody.

Bartosz: Co do wyboru roweru – to na każdym, nawet składaku, można wybrać się na wyprawę. Ale nie każdy rower sprawdzi się tak samo w terenie. Na wyprawy polecamy rowery trekkingowe, jako uniwersalne, solidne i przystosowane do długich podróży po różnych typach dróg.

Jakub: Jestem teraz ciekaw tego, co zobaczyliście na swojej trasie. Jak pamiętam, kiedyś już w beskidzkie strony zawitaliście. Ponad rok temu byliście prelegentami na Łemkowskim Festiwalu Podróżniczym LEMtravel w Ruskiej Bursie, w Gorlicach. Jednak Gorlice to dopiero namiastka tego, co można zobaczyć dalej w górach. Co Was na trasie wyprawy najbardziej zainteresowało? Jaka wieś lub konkretne miejsce najbardziej zauroczyło?

Alicja: Tak, uczestnictwo w Łemkowskim Festiwalu Podróżniczym i wizyta w Gorlicach zachęciła nas od głębszego zbadania tego wyjątkowego terenu. Ale prawdziwy apetyt na Łemkowynę zaostrzyła nam wizyta studyjna w Beskidzie Niskim w ramach wycieczki dla wolontariuszy Festiwalu Kultury Żydowskiej w październiku ubiegłego roku. Wówczas zwiedziliśmy sztandarowe zabytki regionu z cerkwią w Kwiatoniu, zagrodą maziarską w Łosiu i kościółkiem w Sękowej na czele. Zrozumieliśmy, że musimy tam jeszcze wrócić i odkryć inne mniej znane perełki.
I tak też zrobiliśmy. 3-dniowa włóczęga po Łemkowynie dostarczyła nam niesamowitych przeżyć i odkryć. Mnie najbardziej urzekła przeprawa żółtym szlakiem z Koniecznej w kierunku Nieznajowej. Wędrówka przez opuszczone wsie łemkowskie, liczne przeprawy przez Wisłokę i wszechobecna cisza wprowadziły mnie w wyjątkowy nostalgiczny nastrój.

Bartosz: Mnie również bardzo zapadły w pamięć te dawne, a obecnie nieistniejące osady łemkowskie, Czarne, Nieznajowa i wiele innych. To zupełnie niezwykłe miejsca, które tylko z pozoru nie istnieją. A z tych namacalnych wsi, to w głowie mam wciąż Bartne i jego wyjątkowo piękne cerkwie.

Jakub: Podczas takich wypraw łatwo o przypadkowe spotkania na drodze z lokalnymi mieszkańcami lub innymi turystami. Opowiedzcie o Waszych spotkaniach na drodze. Jacy, w Waszym odbiorze, są mieszkańcy Beskidu Niskiego?

Alicja i Bartosz: Wydaje nam się, że nie można generalizować, ale nasze spotkania z mieszkańcami Łemkowyny były bardzo pozytywne, choć z goła różne. Pierwszym takim spotkaniem była wizyta u naszej znajomej z Krakowa, Dominiki, która porzuciła miejskie życie na rzecz spokoju i pięknych widoków na Beskid Niski. Kupiła ziemię w Ropkach i stworzyła swojską agroturystykę, przyjmując gości w drewnianych rustykalnych chatkach. Zakochała się w Łemkowynie i znalazła tam swój kawałek świata.

Ciekawym spotkaniem byłą również rozmowa z panem Janem, przewodnikiem w cerkwi w Kwiatoniu. Jako rodowity Łemko i pasjonat regionu, chętnie opowiedział nam nie tylko o historii Łemkowyny, ale również o współczesnym życiu codziennym, o rozwoju lokalnej kultury i wzroście zainteresowania nią wśród ludzi z innych miejsc w Polsce i za granicą.

Musimy jeszcze wspomnieć o jednym spotkaniu, wyjątkowym dla nas. W Krzywej odwiedziliśmy panią Annę, właścicielkę agroturystyki Chyża Hani. Na to spotkanie umówiliśmy się zawczasu, chcąc przeprowadzić z nią wywiad o Beskidzkich Łemkach. Pierwszy raz spotkaliśmy się z panią Anną podczas wspomnianej wizyty studyjnej w ubiegłym roku. Zauroczeni jej opowieściami o tworzeniu krywulki, wróciliśmy do chyży, by spokojnie porozmawiać o łemkowskiej kulturze i dziedzictwie. Pani Anna opowiedziała nam o swojej działalności, o nowych inicjatywach lokalnej ludności a także o tożsamości współczesnych Łemków. Na jej prośbę nie poruszaliśmy tematów powojennej historii Łemków, które są wciąż otwartą raną dla wielu mieszkańców Łemkowyny. Zgodnie stwierdziliśmy, że lepiej skupić się na teraźniejszości i myśleniu o lepszej przyszłości regionu.

Jakub: Porozmawiajmy o Waszej pasji. Skąd u Was w ogóle zaczęła się przygoda z rowerem?

Bartosz: Jak byłem nastolatkiem, rower był dla mnie najtańszym i najłatwiej dostępnym środkiem transportu, który umożliwiał szybkie zwiedzenie okolicy. Od razu złapałem bakcyla i zacząłem jeździć na dalsze wyprawy, czy to z kolegami, czy z klubem. Tak rower stał się moim sposobem na podróżowanie po całym świecie.

Alicja: Mnie do podróży rowerowych zachęcił dopiero Bartosz. Wcześniej podróżowałam wiele, ale zwykle na piechotę, pociągiem, samolotem. Szybko podchwyciłam pasję Bartka do rowerowego zwiedzania, dostrzegając wielki potencjał dwóch kółek. Bo podróżując na rowerze, chłoniesz wszystko dookoła i dogłębnie poznajesz region.

Jakub: Wyprawa w Beskid Niski nie była Waszą jedyną. Jak wiemy, zjechaliście również państwa bałtyckie i Islandię dookoła. I to wszystko tylko napędzając rower siłą własnych nóg. Która z Waszych wypraw najbardziej zapadła Wam w pamięć i dlaczego?

Alicja i Bartosz: Najbardziej spektakularną wyprawą była z pewnością podróż dookoła Islandii. Krajobrazy jak z innej planety, cuda natury, których zdjęcia podbijają Instagram, i niemały wyczyn fizyczny czynią z tej wyprawy nasz numer jeden. Ale nie lekceważymy również tych małych, krótszych wypraw w Polsce, jak to się mówi, tuż za miedzą. Często powtarzamy, że dzikie, piękne miejsca są wszędzie i każda wyprawa pozwala odkryć coś nowego na świecie, ale też w sobie.

Jakub: Wasze wyprawy można śledzić również w Internecie. Piszecie bloga podróżniczego Planeta Dzika. Skąd w ogóle pojawił się u Was pomysł na taką formę relacjonowania swoich przygód? O czym dokładnie piszecie na swojej stronie?

Alicja: Zawsze lubiłam pisać i już w szkole prowadziłam różne blogi, gdzie umieszczałam moje dziecięce opowiadania. Potem pokochałam podróżować i znalazłam kogoś, z kim mogę realizować moją pasję.

Bartosz: Nie od razu jednak zaczęliśmy opisywać w Internecie nasze podróże. Zachęciła nas do tego przypadkowo spotkana kilka lat temu turystka w Bieszczadach. Kiedy opowiedzieliśmy jej o naszych mniejszych i dalszych wycieczkach, stwierdziła, że powinniśmy to rozpowszechnić, bo przeżyliśmy niezłe przygody. I tak narodził się pomysł na bloga Planeta Dzika. To miejsce, gdzie relacjonujemy nasze rowerowe wyprawy, ale również dzielimy się wiedzą na temat podróżniczego życia, czy utrzymania roweru.

Jakub: W takim razie nie pozostaje nic, jak życzyć Wam samych prostych ścieżek na drodze i wielu przygód na dwóch kółkach, zarówno w Beskidach, jak i w dalszych krainach. Dziękuję serdecznie za rozmowę!

Alicja i Bartosz: Dziękujemy i zapraszamy wszystkich rowerowych i pieszych podróżników do odwiedzenia Łemkowyny!

Blog Planeta Dzika:
WWW: https://planetadzika.com/
Instagram: @planetadzika

Шеруй.

О авторі

Jakub Zygmunt

Sądeczanin. Rodowity Lach. Miłośnik Łemkowyny. Włóczykij i górołaz. Z wykształcenia geolog, choć więcej w życiu pracował z dziećmi i młodzieżą, niż ze skałami. Uczy się łemkowskiego.

Коментарі