Francuski filozof Michel Foucault dowodził, że najwięcej o społeczeństwie dowiemy się nie poprzez analizę jego centrum, ale obserwując to, co zostało zepchnięte na margines. Szaleństwo, choroby, cielesność czy wykluczenie. Literatura od dawna też tę prawidłowość rozpoznaje. Wielkie narracje o kondycji człowieka bardzo często rodzą się zatem nie w metropoliach, lecz właśnie na prowincjach. Nie pośród bohaterów będących uczestnikami wielkiej historii, ale wewnątrz środowisk niedostrzeganych przez ludzi z centrum. „Jedzenie” Ivana Medešiego, wydane właśnie po polsku przez Ha!art, uchodzi więc w tej optyce za książkę niezwykle interesującą i nieoczywistą, ponieważ opowiada właśnie o świecie peryferyjnym. W rzeczywistości jest to niezwykle dojmująca opowieść o doświadczeniu współczesności jako takiej, o egzystencji pozbawionej stabilnego punktu odniesienia – i wreszcie – o człowieku pozostawionym samemu sobie w rzeczywistości, która dawno została zdekomponowana.
Łatwo byłoby potraktować tę prozę jako literaturę lokalną, zakorzenioną w niewielkiej społeczności Wojwodiny i opisującą doświadczenie rusińskiej mniejszości. Byłoby to jednak odczytanie nazbyt powierzchowne. Medeši wykorzystuje lokalność podobnie, jak niegdyś wykorzystywali ją najwybitniejsi pisarze Europy Środkowej: Milan Kundera czy Bohumil Hrabal – nie po to, by stworzyć etnograficzny portret miejsca, lecz by uczynić z niego metaforę świata. Peryferia nie wyznaczają tutaj geograficznego położenia, ale odsyłają raczej do kategorii egzystencjalnej, jak choćby u Andrzeja Stasiuka, w jego eseizowanej prozie podróżniczej. Bohaterowie żyją poza centrum nie tylko ekonomicznym czy kulturowym, ale przede wszystkim poza centrum symbolicznym. Ani nie uczestniczą w wielkich narracjach współczesności, ani nie projektują przyszłości, ani nie wierzą już w możliwość społecznego awansu. Ich codzienność jest do bólu powtarzalna, klaustrofobiczna i pozbawiona perspektywy, i w całym tym rozbrojonym szczyptą humoru tragizmie, szalenie uniwersalna. I znów nasuwa mi się tutaj kolejna literacka analogia: „Szatańskie tango” László Krasznahorkaiego, w którym Węgier opowiada o manipulacji, naiwności i moralnym upadku człowieka, o jego aksjologicznym bankructwie. W tym właśnie miejscu lokalność zostaje przekształcona w doświadczenie wspólne dla znacznej części współczesnej Europy Środkowo-Wschodniej.
Interesujące wydaje się również to, że Medeši niemal całkowicie odwraca tradycyjną hierarchię wartości, na której przez stulecia opierała się europejska kultura. W jego świecie prym wiedzie ciało i wszystko to, co się z nim konotuje. Nie definiowane jednak w kategoriach emancypacji czy estetycznej celebracji, lecz pojmowane jako biologiczny fundament ludzkiego istnienia. Głód, zmęczenie, seksualność, choroba, uzależnienia czy fizjologiczne potrzeby nie są jedynie elementami realistycznego opisu. To one organizują sposób istnienia bohaterów i wyznaczają granice ich wolności. Tytułowe „jedzenie” okazuje się więc być tutaj czymś znacznie więcej niż codzienną czynnością. Przeradza się w figurę człowieka sprowadzonego do podstawowych mechanizmów przetrwania. Można odnieść wrażenie, że Medeši świadomie pozbawia swoich bohaterów metafizycznych tęsknot, pokazując, iż w świecie pozbawionym perspektyw najpierw odzywa się ciało, a dopiero później rodzi się refleksja. Nie oznacza to jednak, że autor buduje naturalistyczny reportaż o biedzie czy społecznej degradacji. Przeciwnie. Rzeczywistość przedstawiona w „Jedzeniu” jest konsekwentnie deformowana przez groteskę. Absurd, przesada i czarny humor stanowią dla rusińskiego prozaika podstawowe narzędzia narracji. Tak więc Medeši pozostaje świadomym spadkobiercą środkowoeuropejskiej tradycji literackiej, w której znajdziemy pewną refleksję. O świecie najbardziej wiarygodnie opowiada się wówczas, gdy jego logikę rozsadzi się do granic możliwości. Groteska nie służy tutaj rozrywce ani estetycznej prowokacji. Jest przemyślanym sposobem diagnozowania rzeczywistości. Świat przedstawiony wydaje się miejscami irracjonalny właśnie dlatego, że irracjonalne okazują się mechanizmy społeczne rządzące życiem bohaterów. Ich zachowania bywają śmieszne, lecz śmiech bardzo szybko ustępuje miejsca poczuciu egzystencjalnego niepokoju bądź pustki.
Nie sposób pominąć także kwestii języka, który przez wielu krytyków uznawany jest za największą wartość tej książki. Medeši specjalnie zaciera granice pomiędzy stylem wysokim i niskim, meandruje pomiędzy literackością a potocznością, zderza wreszcie brutalną dosłowność, czy wręcz wulgarność z poetyckim rejestrem. Mnie ta wulgarność bynajmniej nie razi. Za idiolektem Medešiego kryje się bowiem koncept, u podstaw którego leży potrzeba stworzenia narracji niejednorodnej i przy tym maksymajnie wiarygodnej. Język staje się równoprawnym bohaterem tej prozy, bo znakomicie odzwierciedla chaos świata przedstawionego. Literatura Europy Środkowej wielokrotnie pokazywała, że właśnie na pograniczach kultur rodzą się najciekawsze językowe eksperymenty, a Medeši zdaje się tę tradycję twórczo rozwijać. Z tej perspektywy inaczej należy spojrzeć również na obecny w książce bunt. Tu znowuż Medeši przypomina mi nieco młodego Serhija Żadana. Nie jest to bunt romantyczny ani polityczny; nie prowadzi do rewolucji ani nie proponuje żadnego programu naprawy świata. Bohaterowie sprzeciwiają się rzeczywistości w sposób przygodny i zarazem nieskuteczny, uciekając w zachowania autodestrukcyjne, groteskowe fantazje czy krótkotrwałe strategie przetrwania. Ich opór nie wynika z przekonania o możliwości zmiany, ale z niemożności pogodzenia się z zastanym porządkiem. Medeši opisuje więc doświadczenie charakterystyczne dla ponowocześności: bunt pozbawiony nadziei, który nie przekształca świata, nie rusza go z posad, ale pozwala jednostce zachować resztki własnej podmiotowości. Tak się dzieje w przypadku Mirka („Zwycięstwo”), Žermén („Jedzenie”) bądź Capundreka („Złe wiatry”).
Na osobną uwagę zasługuje tutaj również dość skomplikowany problem tożsamości. Twórczość Medešiego wymyka się oczywistym klasyfikacjom narodowym i językowym. Autor pochodzi z wielokulturowej Wojwodiny, tworzy w języku rusińskim, funkcjonuje równocześnie w serbskim i słowackim obiegu literackim. Ten fakt dla interpretacji „Jedzenia” nie pozostaje – rzecz jasna – bez znaczenia. Książka ta powstała na pograniczu i jest wybornym przykładem literatury pogranicza, gdzie spotykają się rozmaite tradycje, języki i historyczne doświadczenia. Być może właśnie dlatego pisarz ten tak wiarygodnie opowiada o ludziach, którzy utracili jednoznaczne centrum własnej tożsamości. W moim odczuciu o ważności tej książki rozstrzyga jednak coś jeszcze, a mianowicie to, że Medeši nie próbuje opowiadać o peryferiach z pozycji moralisty ani socjologa. Nie idealizuje swoich bohaterów, pozwalając im istnieć w całej ich biologicznej, językowej i egzystencjalnej niejednoznaczności. Dzięki temu „Jedzenie” wykracza poza zbiór sześciu opowiadań o prowincji, nawet tak zgrabnie skonstruowanych. To literacka diagnoza współczesnego człowieka, dla którego centrum świata przesunęło się tak daleko, że właściwie przestało już chyba istnieć. A jeśli dobra literatura ma za zadanie odsłaniać to, co niewidoczne, książka Ivana Medešiego czyni to z imponującą konsekwencją. No i ma wielu wybitnych literackich patronów, których duchy w tej prozie są obecne. Czy w sposób przez autora zamierzony? Wierzę, że tak.
Jacek Lech
Wydawnictwo Ha!art, 2026.
Przekład: Magdalena Bystrzak i Olga Stawińska
Projekt okładki: Michalina Jurczyk
Redaktor prowadzący: Piotr Marecki
Premiera: 2026-04-28







